Miejscowa firma Fructofresh w Czarnowicach po trzech latach wygrała sprawę z konkurencją z Francji

Redakcja
Właściciele Fructofresch: Grażyna Ulrich-Zwoińska oraz Cezary Zwoiński cieszą się ze zwycięstwa po długiej batalii w sądzie.
Właściciele Fructofresch: Grażyna Ulrich-Zwoińska oraz Cezary Zwoiński cieszą się ze zwycięstwa po długiej batalii w sądzie. Łukasz Koleśnik
Na początku lutego 2020 roku zakład w Czarnowicach o nazwie Fructofresh, który produkuje sałatki owocowe, został uniewinniony w francuskim sądzie. Konkurencyjna firma z Francji oskarżyła polski zakład o m.in. używanie nielegalnego składnika przy produkcji. Walka trwała trzy lata, w tym czasie częściowo zakazano sprzedaży sałatek Fructofresh na terenie Francji. Polska firma sporo straciła...

Zakład w Czarnowicach (gmina wiejska Gubin) powstał w 2004 roku. Produkowana jest tam żywność, głównie sałatki owocowe. Te przez lata trafiały na rynek zagraniczny, głównie do Francji. W 2017 roku konkurencyjna spółka francuska o nazwie Delifruits (w skrócie Deli) wywołała wojnę. Ich przedstawiciele zauważyli, że produkty polskiego przedsiębiorstwa nadają się do spożycia po 14 dniach od ich zapakowania. Na pudełkach nie było informacji o konserwantach. Specjaliści z francuskiego zakładu stwierdzili, że w sałatkach znajduje się Velcorin.
Co to takiego? Ten składnik jest dopuszczony tylko do napojów. Poza tym jest zakazany w krajach, należących do Unii Europejskiej. Uznano go za szkodliwy dla zdrowia. Ponadto zarzucono firmie Fructofresh, że zatrudnia nielegalnie pracowników z Azji.
Całą sytuację opisała prasa francuska. Następnie sprawa trafiła do sądu we Francji. Automatycznie zakazano sprzedaży sałatek z zakładu z Czarnowic na terenie kraju w zachodniej części Europy.

Sałatki z Fructofresh zakazane we Francji

Nic nie wskazywało na winę Fructofresh

Już na samym początku sprawy zarzuty wobec lokalnego zakładu zostały poddane w wątpliwość. W przypadku pracowników z Azji, Ci od lat pracują w przedsiębiorstwie na terenie gminy Gubin, a właściciele zarzekali się, że są zatrudnieni legalnie. – Wynajmujemy ich od innej firmy – tłumaczyli. – Konkurencja szybko musiała te zarzuty wycofać, ponieważ przeszliśmy bardzo dokładny audyt socjalny, podczas którego nie wykazano żadnych nieprawidłowości – opowiada Grażyna Ulrich-Zwoińska, jedna z właścicielek czarnowickiego zakładu. - Przecież my nawet jeździliśmy z tymi pracownikami do lokalnych banków, żeby mogli zakłada konta - podkreśla G. Ulrich-Zwoińska.

A zakazany składnik? Po polskiej stronie sprawę zbadał sanepid już kilka dni po tym, jak we Francji został wprowadzony zakaz sprzedaży dla jednego z francuskich dystrybutorów sałatek z Czarnowic. - W trakcie systematycznie przeprowadzanych kontroli stwierdzamy, że w zakładzie zachowane są wysokie standardy higieniczne. Wyniki badań wskazują, że niedozwolony w środek Velcorin nie był stosowany w produkcji sałatek owocowych – mówiła wówczas Krystyna Pietkiewicz z sanepidu. Poza tym produkty zbadał też francuski dystrybutor, który dostarczał polski produkt na rynek francuski, który nie znalazł żadnego zakazanego składnika. Wskazała go tylko konkurencyjna firma...

My działaliśmy nielegalnie? Nie! Konkurencja. I my to udowodnimy

Mała firma z Czarnowic podjęła rękawicę

Wydawało się, że trzy lata temu wszystko sprzysięgło się przeciwko nam – opowiada jeden z właścicieli Fructofresh, Cezary Zwoiński. – Wiedzieliśmy, że jesteśmy niewinni, ale graliśmy na boisku przeciwnika. Byliśmy świadomi, że nie będzie łatwo.

Lokalny zakład nie zamierzał poddawać się bez walki. Tym bardziej, że w trakcie trwania sprawy stracili aż 90 proc. odbiorców we Francji.

- To około 50 proc. naszych obrotów. Produkowaliśmy 500 ton, teraz tylko 160 – wyliczał wówczas C. Zwoiński.
Jakby tego było mało, to z pracą musiało się pożegnać 120 osób.

- Nie byli to jednak pracownicy na umowach stałych. Kiedy skończył im się okres zatrudnienia, nie przedłużyliśmy z nimi umów. Nie planujemy zwolnień, chcemy zatrzymać naszą załogę – tłumaczył wtedy właściciel.

Długo jednak przedstawiciele zakładu w Czarnowicach nie użalali się nad sobą. Nie dość, że zamierzali się bronić, to uznali też, że najlepszą obroną jest atak. Wynajęli specjalistów, przyglądali się firmą współpracującym ze spółką Deli, aby sprawdzać ich produkty. Walka trwała jednak długo.

Minęły trzy lata...

Pojawiamy się w zakładzie w Czarnowicach po raz kolejny. Po trzyletniej batalii opada bitewny kurz, przynajmniej na razie. – Sporo się w tym czasie działo – przyznaje przedstawiciel Fructofresh, Michał Bulikowski. – Wiosną udało nam się obronić przed pierwszymi zarzutami i mogliśmy wznowić sprzedaż. już w grudniu 2017 roku konkurencja ponownie nas pozwała.
Na jakiej podstawie? – Francuski zakład opierał się na dwóch aspektach: raporcie biegłego sądowego, który stwierdził, że nasze sałatki zawierają metanol oraz zeznaniach naszego byłego pracownika – opowiada M. Bulikowski. - Ten pierwszy “dowód” był całkowicie mylący dla sądu, bowiem Deli ‘zapomniało” poinformować sąd, ze metanol występuje naturalnie w owocach, jako produkt fermentacji i jest całkowicie nieszkodliwy dla zdrowia.
W przypadku drugiego z wymienionych, udało się ustalić, kto przekazywał szkodliwe dla firmy w Czarnowicach oraz nieprawdziwe informacje. – To faktycznie był nasz pracownik, mieszkaniec Gubina, który był u nas zatrudniony przez 10 lat – mówi Bulikowski. – Ale obecnie pracuje dla konkurencyjnej firmy z Francji, która nas pozwała, a dokładniej w filii w Maroku. Napisał fałszywe oświadczenie do sądu, oczerniające nasz zakład. Do tego przez wiadomości prywatne namawiał obecnych pracowników Fructofresh na składanie fałszywych oświadczeń, za co francuska firma miałaby płacić 800 euro. Został zwolniony dyscyplinarnie za picie alkoholu w pracy. Dostarczyliśmy dowody, dotyczące byłego pracownika do francuskiego sądu. W świetle nowych informacji jego zeznania nie były brane pod uwagę w dalszym postępowaniu.
W uzasadnieniu czytamy również, że wspomniany biegły sądowy, który przygotowywał raport... również był związany ze spółką Deli. – Nasza konkurencja już wcześniej korzystała z usług tego eksperta, czyli wynajmowała go do prywatnych badań i płaciła mu, o czym francuski sąd nie został poinformowany. To oznaczało, że biegły sądowy nie mógł być obiektywny – tłumaczy przedstawiciel Fructofresh. – W konsekwencji ekspertyza biegłego została wykluczona z dalszego postępowania sądowego.
Francuski sąd wydał wyrok, który miał aż 24 strony. W długim uzasadnieniu wyroku są podważone wszystkie zarzuty spółki Deli. Czarnowicka firma wyszła zwycięsko z boju, ale konkurencja wciąż może się odwołać od wyroku sądu...

Trwa głosowanie...

Czy Fructofresh odzyska francuski rynek po sprawie sądowej?

Patent tarczą przy odwołani czy bronią w walce o odszkodowanie?

10 grudnia zeszłego roku firma Fructofresh oficjalnie opatentowała metodę produkcji, z której korzystają od lat. – Dwa lata trwał bardzo skomplikowany proces opatentowania. 10 grudnia Urząd Patentowy Rzeczypospolitej Polskiej wydał pozytywną decyzję. To oznacza, że mamy wszystko zastrzeżone prawami autorskimi oraz wykazano, że legalnie i bez użyciu konserwantów produkujemy sałatki z terminem przydatności na 14 dni – opowiada właścicielka.
W sądzie argument z patentem nie został jednak wykorzystany. – Można powiedzieć, że nie zdążyliśmy, ponieważ na ostatnich rozprawach nie mieliśmy jeszcze decyzji, choć poinformowaliśmy, że złożyliśmy wniosek w tej sprawie – tłumaczy G. Ulrich-Zwoińska. – Teraz jednak mamy kolejny argument, który przemawia za nami i może szybko rozstrzygnąć sprawę, jeśli konkurencja by się odwołała.
Niewątpliwe też, że patent może też posłużyć, jako dodatkowy oręż w walce o odszkodowanie. Według szacunkowych wyliczeń firma Fructofresh przez trzy lata walki w sądzie straciła ok. 3 mln euro! – Będziemy rozmawiali z prawnikiem w sprawie odszkodowania – mówi C. Zwoiński. – To nie jest dla nas priorytet. Dobrze byłoby odzyskać choć część pieniędzy, ale zobaczymy co powie prawnik. Jeśli stwierdzi, że mamy mocne dowody, to pójdziemy.

Chcieli nas wykończyć

- Wszystko było szyte grubymi nićmi – komentuje G. Ulrich-Zwoińska. – Do tego nasi przeciwnicy woleli bawić się w wojaczkę ze wszystkimi, niż zająć się porządną produkcją.
Okazało się, że spółka Deli w ostatnich siedmiu latach miało ponad 40 spraw w sądzie. Wszystkie z konkurencją.

– Myśleli, że są wystarczająco mocni, aby nas wykończyć – mówi C. Zwoiński.

– Choć mieli bardzo kiepskie dowody, to sprawa trwała aż trzy lata. Być może chcieli nas wziąć na przeczekanie i liczyli, że wpadniemy w kłopoty finansowe przez tę aferę - dodaje właściciel. Zachodnie firmy opierają się głównie na kredytach i w takich sytuacjach, w jakiej byliśmy my, są bez wyjścia, bo banki wypowiadają kredyty i zaczynają się problemy, jeśli chodzi o pieniądze. Nie wiedzieli jednak, że my kredytów nie mieliśmy. Mało tego! W tym czasie dalej ciężko pracowaliśmy i rozwijaliśmy naszą produkcję, wzbogaciliśmy ją o nowe produkty – jak sałatki bez zalewy i cukru.

Właściciele cieszą się, że największe problemy mają już za sobą. – Trzy lata temu nie mogliśmy spać, teraz możemy odetchnąć i jesteśmy zabezpieczeni patentem, bo to najlepsze świadectwo. Z tym się nie dyskutuje – przyznaje G. Ulrich-Zwoińska.
Teraz zaczyna się kolejny proces, związany z odzyskaniem francuskiego rynku. – Musimy zawrzeć nowe umowy z kontrahentami we Francji, odzyskać wizerunek oraz zaufanie – zauważa C. Zwoiński. – Nie będzie łatwo i wymagać będzie czasu. Ale już są zainteresowani nawiązaniem ponownej współpracy, więc działamy!
Próbowaliśmy też skontaktować się z francuską firmą Deli, aby skomentowali wyrok i poinformowali o dalszych działaniach. Do dziś nie otrzymaliśmy odpowiedzi.

Zobacz też:

Astronauci amatorzy polecieli w kosmos

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

a
all

Artykuł nierzetelny, zawierający argumenty jednej strony. Czyta się go jak laurkę dla właścicieli firmy! Panie redaktorze gdzie relacja drugiej strony!? Gdzie relacja rzekomo nieuczciwego pracownika!? Gdzie dowody na laurkę? Ciężko pracujecie na miano szmatławca!

Dodaj ogłoszenie